27 kwietnia 2012

przemyślenia i doświadczenia zaledwie ostatniego tygodnia

Cześć Kochani :) Jak się macie? Na pewno cieszycie się i korzystacie z tej słonecznej i pięknej pogody ;). I bardzo dobrze, oby tak trzymać, bo taki czas nie pozwala na siedzenie w domu, tym bardziej, że ogromnymi krokami zbliża się majówka.. Życzę wszystkim udanego wolnego, skorzystajcie, odpocznijcie, zrelaksujcie się i spędźcie ten czas z najbliższymi. I wam i im się to należy.. Przy okazji Was przepraszam, za moja nieobecność na moim blogu oraz na waszych. Tym bardziej, że zamiast tematycznej notki chcę napisać wszystko to, co kręci się po mojej głowie. Jest tego sporo i jest mega chaotyczne, ale ja po prostu muszę to z siebie wyrzucić dla siebie.

A nawet nie wiem od czego zacząć... jest tyle aspektów, tyle emocji, z którymi nie mam pojęcia co zrobić, ktoś kiedyś powiedział, że jestem mała i między innymi dlatego gestykuluje i poruszam całym ciałem, kiedy cos opowiadam właśnie po to, żeby wyrzucić te emocje i energie jaką w sobie mam. Zacznę od początku.


Na weekendzie załatwiałam coś dla swojego ojca. Było to moje drugie podejście.. Za pierwszym razem sprawę schrzaniłam. Czułam się wtedy strasznie, ponieważ on mnie prosi o naprawdę niewiele rzeczy, więc kiedy tylko dotarło do mnie, że mogę mu się na coś przydać chciałam załatwić wszystko teraz i już... Nawet nie zaczęłam, a już się dowiedziałam, że zrobiłam coś źle. Tragedia. Ale wteyd chyba po raz pierwszy od bardzo dawna poczułam ojcowską miłość.. kiedy podszedł, przytulił i powiedział, że przecież mogę to zrobić następnym razem i, że nic się nie stało. W tym momencie wybuchłam, bo to się rzadko zdarza. Tym bardziej, że tato zazwyczaj reaguje gwałtownie, a tym razem było inaczej. I nawet sobie nie zdajecie sprawy, jaką odczuwałam wewnętrzną radość, kiedy usłyszałam przez telefon jego uśmiechnięte i pełne zadowolenia 'Dzięki Ci bardzo za to, hejka cześć'. Pierwszy raz miałam okazję, żeby się jemu na coś przydać, i mimo pierwszej wpadki było ekstra ostatecznie. Niby nic, ale dla mnie to mega wiele.

I właśnie podczas tego załatwiania spotkałam się z mega nieprzyjemną dla mnie sytuacją. Jechałam mpk'iem i był to już ostatni przystnake, kiedy wszyscy wysiadali. Zauważyłam pewną starszą panią, no babcię. Naprawdę było jej ciężko i chciałam jej pomóc. Podeszłam, przywitałam się i zapytałam, czy mogę coś zrobić, żeby jej ułatwić wyjście z autobusu. Staruszka uśmiechnęła się, jakby nigdy jej coś takiego nie spotkało ;). Ja juz pełna zapału chce podać rękę itp. a tu nagle zostaje bezczelnie odepchnięta przez jakąś kobietę około 40 i rzucającą się na pomoc tej pani. Nie obyło się bez lodowatego spojrzenia i chamskiego 'nie trzeba!'. Na pewno była to jej znajoma, może rodzina.. nie wiem. Ale skąd ta reakcja? Poczułam się wtedy, jakbym chciała tą staruszkę chociażby okraść albo coś jej zrobić... 

Dalej i tu już cos pozytywniejszego na rozluźnienie. Strasznie się cieszę, że mój blog podoba się Wam oraz firmom, z którymi współpracuję. Kiedy widzę te maile, w których są zadowolenie z moich recenzji i Wasze komentarze, że długie, że świetna robota itp. Dostaję skrzydeł.. poważnie! Zazwyczaj wtedy lecę na nich do pokoju siostry i się bezczelnie przechwalam ^^. Ale radością trzeba się dzielić ;)). Dziękuję Wam wszystkim za to, że doceniacie moją pracę to dla mnie mega bardzo ważne! ;) I postaram się Was nie zawieźć.

Strasznie denerwuje mnie w sobie fakt, że czasem nie mam pojęcia, co odpowiedzieć. A jesli już coś powiem to jest to tak bezsensu i nijak się ma do całej sytuacji. Po prostu duzo lepiej by wyszło gdybym się nie odzywała. Oczywiście potem przybijająca myśl, że mogłam powiedzieć to, tamto, albo co innego, albo jeszcze to bym mogła i siamto. Ale nie. Musiałam wybrać najgorszą z opcji. Jestem tego świadoma, zawsze to krok do przodu. Mam nadzieję, że to mi w pewien sposób pomoże. Ale jest też i dobry aspekt jeśli chodzi o 'mówienie'. Nauczyłam się w końcu mówić, co mi pasuje, a co mi nie pasuje. Dosłownie mówię o tym, czego od kogoś oczekuję. Przestałam zakrywać się zdaniem 'Nic mi nie jest', kiedy naprawdę jest mi cholernie źle. Myślę, że to ważne, żeby w końcu ostatecznie osiągnąć szczęście. I być zadowolonym z tego, co jest :).

I teraz najświeższa informacja, co nie oznacza, że najmilsza.. Wczoraj dowiedziałam się, że piątek jest wolny, a więc ja mając dzisiaj wolny dzień - pełan entuzjazmu zebrałam manatki, zarezerwowałam miejsce w busie i dziś rano już siedziałam i jechałam do domu zrobić niespodziankę. Nikt z rodziny nie wiedział o tym, że wracam wcześniej, a już sobie wyobrażałam minę swojej mamy ;). No iw chodzę do domu szczęśliwa, do powrotu rodziców mam jeszcze parę godzin, okej ogarnę się, posprzątam będzie ekstra. W kuchni zauważyłam karteczkę z pismem mojego ojca. Jak ją przeczytałam nie wierzyłam w to, co widzę. Puste dwa słowa, a mimo to wyrażające tak wiele: 'Mama zmarła' (*mama mojego taty). Nie wiedziałam, co robić, czułam się taka zagubiona i zgaszona. Chodziłam po całym mieszkaniu z pokoju do pokoju, aż w końcu wylądowałam na łóżku w płaczu. Nawet odpakowywanie wszystkich paczek, które na mnie czekały i kartka z moją ukochaną Audrey nie sprawiły mi żadnej radości... Nienawidzę tracić kogoś bliskiego, kogoś z rodziny. Zazdroszczę wszystkim, którzy posiadają dwie babcie i dwie dziadka. Moi dziadkowie zmarli jak miałam 2-4 latka. z Każdym z nich pamiętam jeden moment, a to i tak nie jest do końca pewna, czy mi się to nie śniło kiedyśtam. Szczerze nie wiem, jak to jest mieć dziadka, a na wieść, że babcia umarła... Straszne. Prawda jest taka, że nie utrzymywałam z nią kontaktów ostatnio, jak byłam mała jeździłam tam, co weekend bawiąc sie pustymi pudełkami po lekarstwach. Widziałam ją ostatnio w tamtym roku na świętach... a mieszka tak blisko! Czuję się z tym źle, że była tak schorowana, tak biedna, a ja jej nie odwiedzałam. Dlatego, jeśli macie taką sytuację, błagam zróbcie wszystko żeby ją zmienić! Nikomu nie życzę tego okrutnego uczucia -poczucia winy-. Trzeba się liczyć z czasem i niefortunnymi wypadkami, które potrafią zmienić nasz stosunek do niektórych spraw. Kiedy nadeszła godzina 'zero' - powrotu mamy z pracy nie wiedziałam, co zrobić, jak jej to powiedzieć, jak się zachować. Kiedy szczęśliwa, że córka wróciła wcześniej śmiała się i przytulała i całowała (jak to mama xD), od razu powiedziałam, że nie ma się, co cieszyć. Pokazałam kartkę. Była w szoku. Nawet większym niż ja. Impulsywnie wsiadłyśmy w samochód i pojechałyśmy tam, do domu babci, wiedząc, że tato tam będzie. Nie mogłyśmy postąpić lepiej, mogłam go wesprzeć samą obecnością i faktem, że w moment się zebrałyśmy i przyjechałyśmy. W sobotę pogrzeb i 18 mojego TŻ, kolejna beznadziejna sytuacja. Bardzo się cieszę, że mam taką przyjaciółkę i chłopaka, któzy potrafili mnie wesprzeć. Jej sms'y; uwielbiam to, że ona nie boi się mnie pytać o takie rzeczy. Wiadomo śmierć - ciężki temat, a ona wie, że ja muszę o tym opowiedzieć i pyta o każdy szczegół, a ja wiem, że mogę, a nawet muszę jej powiedzieć. Dziękuję Bogu za taką przyjaźń <3. Potem jego obecność, czułam się tak bezpiecznie... Wtulona w niego i myśl, że czekałam na to tak długo. Otwarcie sama zaczęłam temat... sama z siebie opowiedziałam wszystko, co mi się nie zdarza jeśli chodzi o te nieprzyjemne rzeczy. Potem czas przedstawić sytuację rodzinie, która mieszka w Ameryce. Siostra babci i jej córka. Ta druga nie zna polskiego, więc zostałam wybrana do pozostawienia wiaodmości na skrzynce. Szczerze - boję się jej reakcji, jak to odsłucha. Masa nerwów, stresu, przekazanie tak strasznej informacji i to jeszcze po angielsku. Nawet banalnego słowa nie potrafiłam powiedziałam, a co dopiero gramatyka... Mogłam przeprosić pod koniec za swój angielski przynajmniej. Potem miałam zostawić wiadomość na sekretarce siostry babci... To było dziwne, kiedy już zaczęłam na sekretarce się przedstawiać, a tu słyszę jej głos. Nie jestem pewna, ale chyba widziałam ją tylko raz w życiu.. i weź tu powiedz, że jej siostra nie żyje... Za dużo, jak na jeden dzień. Przekazałam telefon tacie i poszłam się kręcić z pokoju do łazienki, z łazienki do kuchni, z kuchni do łazienki, potem do pokoju itd. Co chwilę coś zapominałam! I podziwiam mojego tatę za to, jak się nią opiekował.. Był z nią codziennie, razem z wujkiem wymieniali się tak, żeby ktoś z nią był. Chciałabym potrafić się tak poświęcać dla kogoś i żeby się tak trzymać.. I znowu pierwszy raz w życiu chciałabym przejąć wszystkie jego negatywne myśli i emocje na siebie. Na koniec, wiem, że to dziwne, ale chciałabym dostać jakiś znak, sen etc. i wiedzieć, że babcia nie ma mi tego za złe, że nie znalazłam dla niej czasu i że już nie cierpi i że jest jej tam dobrze :). Było, jak było, ale to moja babcia.. Nie wiem czy to już jakieś moje dziwne coś, ale czuje jej obecność i czuje, że jest dobrze. Wiem, że bardzo bym tego chciała.

Na koniec chcę Wam powiedzieć, że jestem bardzo emocjonalną dziewczyną. Kieruję się emocjami i uczuciami. Poprzez swoją empatię (która jest mega, mega ogromna) z łatwością wczuwam się w czyjąś sytuację. Czyjeś emocje przechodzą na mnie momentalnie i na dodatek jestem strasznie wrażliwa. Dobre, złe - ja się wzruszam. Oglądam serial, są łzy, oglądam YouCanDance albo SuperNanię to samo. Już sama nie wiem, czy to dobrze czy to źle. Wszystko się ze sobą miesza i jest sprzeczne. Wzruszam się, jak widzę kiedy inni płaczą ze szczęścia lub, kiedy małe dziecko przeprasza swoją mamę i mówi, że ją kocha ;), ale jeśli chodzi już o płacz z mojego powodu, bo jest mi źle to już uznaję to za słabość i, że nikt nie może tego zobaczyć.


****Naprawdę nie oczekuje, że ktoś to przeczyta, nie oto chodziło. Oczywiście będzie mi niezmiernie miło, że ktoś przez to się przedarł. To takie dla mnie, żeby wyrzucić z siebie wszystko... jest mi lepiej i lżej na sercu. I mam nadzieję, że będę mogła lepiej funkcjonować. Jak przeglądam te wczesniejsze akapity, wyrazy, zdania jestem przerażona, że tyle sie wydarzyło wciągu ostatnich kilku dni. Dawno sie tak nie rozpisałam. Przepraszam za chaos, za literówki itp. Za niedługo już będzie tematycznie. Dziękuję wszystkim za przeczytanie. Domyślam sie, że to czasochłonne, więc dziękuję.

27 komentarzy:

  1. Współczuję :( Często tak bywa, że dopiero jak kogoś stracimy uświadamiamy sobie, że mogliśmy z nim więcej czasu spędzać :(

    Też jestem bardzo emocjonalną osobą i łatwo się przywiązuję do ludzi, więc rozumie Cię doskonale. Ale czasem po prostu nie warto się przejmować ludźmi, którzy nie są tego warci.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. przeczytałam, bo zechcialaś sie tym z nami podzielić. pięknie piszesz, mimo, że dużo, ale dotrze to do tych czytelników, którzy naprawdę lubią tu zaglądać, a nie wpadają żeby się zareklamować.
    Fajnie, że masz takie relację z tatą.
    Co do babci w autobusie to faktycznie bardzo dziwne...
    Z tym, że nie wiadomo co powiedzieć, tez tak mam... a potem tworze w glowie 100 świetnych ripost, odpowiedzi czegokolwiek co było lepsze niż to co powiedzialam, zycie...

    Co do babci współczuję bardzo, chociaż z poczatku pomyślałam, że chodzi o Twoją mamę...
    Ściskam serdecznie@

    OdpowiedzUsuń
  3. a co do chłopaka... mam to samo teraz ! straszne! i też jestem emocjonalna strasznie eh

    OdpowiedzUsuń
  4. hehe, ja przeczytałam ;> i to chyba dobrze, że jesteś emocjonalną dziewczyną, bo bije od Ciebie wrażliwość. /sama, kiedy przeczytałam o Twojej babci, zatrzymałam się na chwilę. to naprawdę smutne, i życzę Ci, żebyś się trzymała. <3

    OdpowiedzUsuń
  5. mam podobnie jak ty! szczególnie gdy poznaje kogoś nowego i ni9e wiem za bardzo z o czym mam z nią rozmawiac, wtedy strzelam jakiś głupi tekst i jak zwykle Poppy wychodzi na idiotkę ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Coś mi uświadomiłaś.... Ja mam dwie babcie i dwóch dziadków ( w tym jeden "przybrany). O ile z jednymi dziadkami mam super kontakt, a mieszkają ode mnie 30km widuję się z nimi częściej niz z tymi drugimi, a aż wsytd się przyznać, że mieszkają tylko 10minut spacerkiem ode mnie. Zawsze miałam z nimi słaby kontakt, liczyli się inni wnukowie. Babcia jest schorowana, mało tego mojej siostrze ostatnio śniły się wypadające zęby, co oznacza smierć w rodzinie, przestraszyłam się.....

    Miałam przyjaciółkę (ttak mi się wydawało) od przedszkola, kolegowałyśmy się do końca liceum. Wszystko o sobie wiedziałyśmy, opowiadałyśmy sobie o wszystkim no poprostu prawdziwa przyjaźn, która trwała do "ostatniego dzwonka w szkole". Powiedziałyśmy sobie narazie.... narazie na zawsze.... Od tamtego czasu ( a będzie to już 5 lat) widziałyśmy się może z 3 razy).... Taka sytuacja strasznie boli, kontakt urwała i znalazła sobie nowe "Kotki" (tak do siebie mówiłyśmy). Co najgorsze to do dzisiaj nie znalazłam drugiej takiej osoby. Wyciągnęłam już wnioski i wiem, że to jednak nie była szczera przyjaźń.

    Uff to wylałam z siebie wszystko.... Nie ma co jednak się zasmucać.... Musimy cieszyć się z tego, że ,my jesteśmy tu i teraz, a za oknem piękna pogoda. Kochać tych którzy Nas kochają i cieszyć się z tymi, którzy są obok Nas:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uff dotarłam do końca . Kurde ja nie wiem co ci mam napisać , bo po prostu co kolejny akapit to mnie wmurowywało w ścianę ;/ Śmierc bliskiej osoby to dla każdego nie miłe doświadczenie ale trzeba się z tym pogodzic , że ażdy z nas kiedyś umurze . Ja kiedyś pokłóciłam się z wujkiem a on za tydzień zmarł a ja się z nim już więcej nie widziałam.
    Trzymaj się kochana cieplutko :** Wierzę , ze dasz radę bo jesteś silna . A w życiu spotkają cie nie raz nie dwa takie sytuacje a po każdym dniu trzeba postawić kropkę i zacząć od nowa ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeczytałam! :D i powiem Ci, że doskonale Cie rozumiem w kwestii "wyrzucania" siebie z uczuć...ja tego nie robię, bo nie lubię jak ludzie wiedzą jak źle u mnie jest, więc wszystko trzymam w sobie, tym bardziej nie potrafiłabym tego napisać na blogu, no ale nie o mnie :)
    Współczuję Ci śmierci babci, moja zmarła jak byłam mała, 2 dziadków żyje, ale to beznadziejni ludzie...jedynie mam drugą babcię która jest naprawdę wspaniała :) Trzymaj się tam, wypłacz i wróć jak będzie Ci lepiej :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Ważne, że wyrzuciłaś to z siebie i poczułaś ulgę.3maj się pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak, trochę mi to zajęło. :D
    Ale warto było. To dobrze, że z siebie wszystko wyrzucassz. ;)
    szczęścia i pozdrawiam. ♥

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja rowniez zazdroszcze tym osobom... Sama nie mam ani jednej babci i ani jednego dziadka i pamietam, jak rpzezywalam smierc babci, ktora jako jedyna znalam... :(

    OdpowiedzUsuń
  12. przeczytalam wszystko i teraz leze sobie i placze xD wzruszylas mnie, mam dokladnie to co ty. jestem niesamowicie uczuciowa, w kazda sytuacje wkladam cale swoje serce, czasem nawet mysle ze zbyt szybko sie przywiazuje.
    ale nie ma co sie smucic, wszystko predzej czy pozniej sie pouklada :)

    OdpowiedzUsuń
  13. wzruszyłam się przynajmniej dwa razy w ciągu czytania ten notki... tak mi przykro z powodu babci kochana naprawdę... dopiero co pocieszałaś mnie z powodu dziadka a tu takie bum... jestem z Toba myslami pamiętaj o tym. Wierzę w to, że ona jest przy Tobie tak jak to czujesz... Czytałam kiedyś taką książkę o duszach i wiem, że do dnia pogrzebu dusza zmarłej osoby jest z bliskimi. To dlatego masz to uczucie.. I ona napewno chce aby było dobrze, bo jej źle nie jest. Za chwile znajdzie sie we wspaniałym miejscu by po przemianie powrócic.

    Co do przyjaciela... czasami bez powodu tracimy bliskie osoby... to smutne ale skoro bez powodu przestal sie odzywac to może nie jest wart Twojej przyjaźni? Nie powinien tak postąpic. Tak bez wyjasnienia.

    Jestem tez w szoku jeśli chodzi o Twoją chec pomocy dl atej babci ;/ wierz mi, że ja bym tej babie pocisnęła :P niby taka znieczulica wśród nas a jak czlowiek chce pomagac to dupa z tego wychodzi ;/ niestety często tak jest... ludzie sa wrogo do siebie nastawieni, jest wśród ludzi wiele agresji i negattywnych emocji... a szkoda.

    Dziekuje ze podoba Ci sie pomysł z opisaniem i pokazaniem mojej pracy :) Chciałabym zrobic ciekawe zjdęcia w moim salonie ale zabiorę sie za to jak Pani Manager sobie pojedzie :)

    Miłego Dnia kochana :**8

    OdpowiedzUsuń
  14. Kilka tygodni temu zatkało mi się ucho (już teraz jest okej), żaden z lekarzy nie wpadł na to, że to od nosa i leczyłam się sama kroplami do nosa. Jak poszłam do laryngolog to się okazało, że mam bardzo krzywą przegrodę nosową, która uniemożliwia mi oddychanie i inne takie:(

    OdpowiedzUsuń
  15. czytając opis twojego powrotu do domu wzruszyłam się. chcąc zrobić niespodziankę, zrobiono ją tobie i to strasznie nieprzyjemną. nikt nie lubi tracić bliskich osób, ale taka jest niestety kolej rzeczy. dlatego trzeba życie wykorzystać jak najlepiej. chciałabym powiedzieć ci coś na pocieszenie, ale myślę, że najpierw sama musisz się z tym uporać...
    także powiem tylko skromne: Trzymaj się i bądź szczęśliwa. Dla tych, których już nie ma".
    Pozdrawiam, Angelika

    OdpowiedzUsuń
  16. Krem to cos jak sudokrem, nawet nazwa podoba :D Narazie stosuję na otarcia od butów na nogach ;)

    Tak tak, my wrazliwce szybko sie wzruszamy, przynajmniej ja :D Nawet na glupiej bajce gdy potrącą jakiegos pieska, czy cokolwiek rycze jak glupia :D Racja, jesli chodzi o zycie osobiste, tragedia, wzruszam sie i rozklejam przy wspomnieniach.

    OdpowiedzUsuń
  17. Teraz to ja nie wiem od czego zacząć... Na wstępie muszę Ci napisać, że mam ogromną potrzebę przytulenia Ciebe i pogłaskania po głowie! Twoja determinacja bardzo motywuje. :) Odnośnie starszej pani... Brawo!! A tamta baba niech się wali;] Pewnie jakaś pazerna na kasę była, buhahahaha i tak pewnie kiedyś zostanie sama! Brawa za to, że nie przeszłaś obojętnie obok starszej pani, która faktycznie potrzebowała pomocy. Chapeau bas, bo takie zachowanie to się pochwala!!:* Jestem z Ciebie dumna♥!:)

    Teraz fragment o tacie... Widzisz jednak nie taki wilk groźny jak go opisuję:) Najważniejsze, że w ostateczności pomogłaś. Człowiek jak raz upadnie, to się szybko potrafi podniść i stara się iść prostu i uważnie, żeby znowu nie zaliczyć gleby. ;D Masz racje chwal się, bo jest czym. Robisz nie "dobrą robotę", bo to za mało powiedziane. Jesteś moim zdaniem znakomita i działaj dalej, bo warto! ,,Porażka jest sierotą, sukces ma wielu ojców``, pamiętaj to!;-) Dokładnie, masz rację! Nie można się kryć, każdy powinien mieć swoje zdanie, które potrafiłby wyrażać nie obawiając się reakcji adesata. Nie sztuką jest ulegać, sztuką jest być szczerym.

    OdpowiedzUsuń
  18. Resztę czytałam dosłownie ze łzami w oczach. Ja nie poznałam jednej babci(od strony Mamy) i dzadziusia(od strony Taty, którego też mi nie było dane poznać). Babcia zmarła jak moja Mama miała 7lat. A z babcią od strony Taty nie miałam kontaktu. Z resztą zawsze czułam się odpychana i nie chciana przez Nią.. Mama zawsze mi to tłumaczy, że na pewno tak nie było, że babacia się pewnie bała, żeby mi się nic nie stało. A ja jakoś w to nie wierzę. Odkąd tylko pamiętam, babcia zawsze obdarowywała prezentami siostrę, a mnie nigdy, a jeśli już to jakieś pierdoły i to bardzo rzadko. Nigdy nie zabierała na spacer. :( Za co mam Jej to za złe i żywię żal do Niej o to, że nie zabiegała o moje względy, że nie chciala mnie poznać bliżej. Przesadą było myślenie Mamy, że może się bala, że mi może babcia jakąś krzywdę zrobi. Może wolała tak mi to tłumaczyć i tym samym sama sobie tak wmawia. Nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć. Dziadziusia od strony Mamy bardzo kochałam, był dla mnie najbliższym człowiekiem na świecie mimo, że pamiętam go z paru wycinków z życia. Też mam tak z niektórymi momentami, że zastanawiam się czy to mi się nie śniło? Bo dziwne to by było jakbym była niemowlakiem i bym pamiętała jak mnie trzymał na kolanach, ale prawdopodobnie to już wtedy była dzieckiem, może ze 2, 3 latka mogłam mieć. W każdym razie momenty, które najbardziej utkwiły w mej pamięci i już zawsze zostaną tak i w sercu, to te, w których pewnego dnia Dziadziuś(mieszkał na wsi z moim wujkiem-bratem Mamy) zabrał mnie do piwniczki po ziemniaki i tą krótka drogą(ok. 20 kroków teraz, a wtedy jak byłam małym bereciem, to pewnie z ok. 50) odpowiadał na zasypywane przeze mnie pytania. Pamiętam, że coś o ptaszkach i przyrobie mówiłam. :-) Kolejnym momentem jest to jak na piecu kaflowym smażył mi i mojemu rodzeństwu przepyszne talarki(frytki) i co jakiś czas odchodził od kuchenki i podchodził do mnie i siostry(byłyśmy małe) na wersalkę i robił nam w pięty taka wyliczankę "stary kowal młotem walił buch, buch, buch. Mało brody nie osmalił, zuch, zuch, zuch,." A na koniecz kuł i tym samym gilgotał kończąc szybko wyliczankę "kowalczyki raźno kuły". W ogóle to zawsze nas smyrał dotąd do póki nam się nie znudziło albo dopóki nie zasnęłysmy i nigdy, przenigdy nie nażekał, że go ręce bolały ani nie prosił o chwilę wytchnienia. Kochany Dziadziuś, najwspanialszy człowiek! Zmarł jak miałam 4 albo 5 latek. Brakuje mi go bardzo. :(

    OdpowiedzUsuń
  19. Przyjmij ode mnie najszczersze kondolencje i wyrazy uznania. Bardzo mi przykro z tego powodu. Wiem, że musi Ci być okropnie z tym i w dodatku te okropne wyrzuty sumienia. Pomodlę się dziś za Twoją babcię, żeby Jej dusza zaznała spokoju w dobrym miejscu, żeby Bóg miał Ją w opiece. Cieszę się, że są z Tobą tacy ludzie za których zdrowie i Twoje też, również się pomodlę.

    "Uszczypnij" mnie, bo nie wierzę w to co czytam!:O Ty chyba o mnie piszesz, bo jestem dokładnie taka sama. Za bardzo się angażuję w znajomości. I cholera masz tak samo jak ja. Płaczę jak zobaczę, że krzywda się komuś dzieje, jak jest szczęśliwe zakończenie, jak dziecko przeprasza, jak daje jakiś czuły znak.. Na YCD też się pare tyg. temu popłakałam jak przyszła taka młoda dziewczyna i opowiadała o tym, że tata Jej nie rozumie, nie ma wsparcia i chciała rodzinie pokazać, że potrafi. Był happyend, Patricia Kazadi zadzwoniła po rodziców. Dziewczyna ogólnie była nieletnie i przyjechała ze znajomymi. Rdzice przyjechali i zobaczyli Jej występ, jury jak rozmawiało z nią, to w pewnym momencie wyszedł tata tej dziewczyny, zeby ją przytulić, a Ona sie popłakała(ja dokładnie razem z nią wyłam i nie mogłam się powstrzymać) i rzuciła od razu z ramiona ojca. Jury nagadało ojcu do rozumi, że ma wspaniałą córkę i powinien być z Niej dumny, bo zrobiła kawał dobrej roboty. De facto dziewczyny nie przyjęli, bo nie miałam tych wymaganych lat.

    Bardzo dobrze, że wyrzuciłaś to z siebie. Czasem potrzeba. Mi tez pomaga takie wylanie swoich mysli na blog'a. Miłe jak komuś się chcę to czytać, bo ja zazwyczaj pisze to dla siebie, po to, żeby sobie ulżyć.

    Bardzo miło mi się czytało, bo to życiowy tekst, a takie się najlepiej czyta mimo, że mieszaly mi się w nim uczucia. Pozdrawiam i ściskam Cię mocno!!!;*

    OdpowiedzUsuń
  20. Przepraszam, że aż w 3 komentarzach masz mój jeden komentarz, ale tak się rozpisałam, że było za dużo słów i na 3 musiałam podzielić go;) Miłego dnia;*

    OdpowiedzUsuń
  21. post jak mój esej na jutro ;) ja to nie umiem tyle napisac o sobie...

    tez jestem wrazliwa osoba, do tego emocjonalnie podchodze do spraw, ktore lepiej byloby brac po prostu na klate^^ nie raz na tym ucierpialam. z drugiej strony jestem na siebie zla, gdy sie uzalam nad soba, i takie to bledne kolo...
    moja ostatnia Babcia zmarla przed siedmioma laty, do dzis pamietam powrot ze szkoly i klapsydre na drzwiach, tak to jest na tym swiecie ludzie przychodza, odchodza... nie da sie kogos pocieszyc w takiej chwili, nie bede nawet probowac.
    mimo wszystko zycze duzo spokoju w ten dluuugo weekend, i relaxu :) trzymaj sie :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Przykro mi z powodu babci :( przytulam Cię kochana tak wirtualnie. Ja przeczytałam wszystko co napisałaś i wiem, że czasem takie pisanie i wyżalenie się jest nam potrzebne.
    Ja jestem taka sama jak Ty emocjonalna- często płaczę np jak komuś zrobi się krzywda, na filmach, na serialach.

    Co do sytuacji ze staruszką co za jakiś wredny babsztyl podszedł do Was ;/ co ludzie mają za cel byc tacy okropni i chamscy jak ona ;/

    Co do przyjaciela- mnie też ostatnio opuściła przyjaciółka i wiem co znaczy bynajmniej w moim przypadku dwulicowa przyjaźń ;/ ale to nie jest prawdziwa przyjaźń...

    Ale ta notatka mnie wzruszyła kochana moja ♥

    OdpowiedzUsuń
  23. Trzymaj się Kochana! ;* Ja mam tylko jedną babcię, a osoba, która mi zastępowała dziadka zmarła w lutym. :( Do tej pory jest mi smutno, ale trzeba sobie dać radę. Niestety na każdego przychodzi pora, nawet gdybyśmy chcieli, to nie utrzymamy tej osoby za nogę, kiedy będzie musiała odejść tam na górę..
    Musisz być silna, pamiętaj o tym!
    Ja również jestem bardzo emocjonalna, co niestety nie jest najlepszą cechą..

    OdpowiedzUsuń
  24. o to mi właśnie chodziło Kochana, żebyś się uśmiechnęła! ;)) ;*

    OdpowiedzUsuń
  25. Dotarłam do końca! ;)
    Co do wyrażania uczuć to mam od tego pamiętnik, nie mam takiej przyjaciółki, której zwierzałabym się z tego co czuję, myślę itd. a w pamiętniku mogę napisać wszystko ;)

    A co babci to współczuję. Ja znam(mam) tylko dziadków od strony mamy i nie wyobrażam sobie, że ich kiedyś nie bezie....

    OdpowiedzUsuń
  26. Dobrze, ze to wszystko z siebie wylałaś. Przeczytałam cały wpis i widzę w Tobie naprawdę dużą emocjonalność i wrażliwość. Sama taka jestem - ciągle się wzruszam, ale myślę, że to wspaniała cecha. Nadaje nam prawdziwości.

    Bardzo mi przykro z powodu Twojej babci. Sama nigdy nie poznałam swoich dziadków, babcie mieszkają daleko. Kiedy zmarła pewna starsza bardzo bliska mi osoba miałam niesamowite wyrzuty sumienia - że nie odwiedzałam, że było mnie za mało, że zapomniałam... Ciężko coś na to poradzić - jedynie można zmienić swoje zachowanie w przypadku innych osób.

    Pozdrawiam Cię ciepło!

    OdpowiedzUsuń

Bardzo proszę o komentarze na temat notki lub moich wpisów u Was ;))
miło mi, że mam fajnego bloga, ale za pusty komentarz nie dodam do obserwowanych ;))
mimo wszystko lubię z Wami rozmawiać, czy nawet ostrzej konwersować ;)) :DDD